Z moich wspomnień wyrwał mnie głośny płacz jednego z rannych , widać było że jest młodszy ode mnie , na oko miał z 17-18 lat ale zdarzało się że młodszych brano do wojska.
- Co się stało? - spytałam.
- Zastrzelili mojego brata. - wykrzyczał wciąż nie przestając płakać.
- Dlaczego...- powtarzał co chwilę , jego głos stopniowo się ściszał. Zauważyłam że on także został postrzelony w klatkę piersiową , czułam że zostało mu niewiele czasu i że nie da się go już uratować. Przytuliłam go , wiedząc że on teraz tego potrzebuje. Jego uścisk rozluźniał się coraz bardziej , oddech także zanikał , jednak ja wciąż ściskałam go jak najmocniej , aż zrozumiałam że umarł. Łzy uformowały się w kącikach moich oczu. Miał przed sobą całe życie. A co jakby teraz zginęła Ella? Co ja bym zrobiła?
"-Weź się w garść Vicky." - pomyślałam.
- Rebeka! Zabierz jego ciało na cmentarz! - wydałam polecenie jednej z wielu pielęgniarek. Dziewczyna zabrała zmarłego. Poczułam dziwne dreszcze na swoim ciele. Postanowiłam sprawdzić co robi moja siostra.
Szłam przez "poczekalnię" gdzie było mnóstwo chorych i rannych , gdy nagle usłyszałam głośny huk. Budynek szpitala zaczął sie walić. Nie wiedziałam co się dzieje. Czym prędzej chciałam pobiec do Elli , jednak potknęłam się i upadłam. Zaczęłam się czołgać w kierunku pomieszczenia gospodarczego , gdzie mieściły się wszelkie lekarstwa , których i tak zaczynało brakować. Gdy byłam przy drzwiach zauważyłam Emily leżącą na korytarzu pod drzwiami naszego pokoju. Chciałam jej pomóc , zabrać ją z tamtąd , uratować przed najgorszym. Gdy już miałam zamiar biec ktoś złapał mnie za ramię , tym samym wciągając do środka pomieszczenia. Kątem oka zauważyłam jak jakiś chłopak wziął ją na ręce i gdzieś zabrał. Bałam się o nią.
~Perspektywa Emily~
Po usłyszeniu huku od razu domyśliłam się że żołnierze z przeciwnego obozu postanowili zrobić atak na naszą małą siedzibę sanitarną. Dlaczego? Bo pomagaliśmy ludziom , na dodatek rannym? Bo uważaliśmy że mimo wszystko wojna nas nie poróżni i dalej będziemy tymi samymi ludźmi? Dlaczego niektórzy są aż tak bezduszni !? Parę razy, nie zważając na różne niebezpieczeństwa , pomogliśmy lekarzom i pielęgniarkom z przeciwnego obozu w opiece na rannymi i chorymi. Więc czemu oni nam to robili!?
Nie sądziłam że mogli by coś takiego zrobić.
Patrzyłam wokoło wzrokiem szukając Vicky lub El żadnej z nich nie widziałam. Przez głowę przechodziły mi przeróżne straszne myśli , kiedy nagle zostałam uderzona czymś w brzuch. Nie mam pojęcia co lub kto mnie uderzył ale to naprawdę bolało. Po chwili z bólem zsunęłam się na szpitalną podłogę. Znów widziałam wszystko jak przez mgłę. Czułam że zaraz zemdleję z bólu , tak wiem zdarza mi się to bardzo często , to wina moich rodziców (tak myślę) nie przystosowali mnie do życia w trudnych warunkach. Leżałam pod ścianą na wpół przytomna gdy poczułam jak czyjaś dłoń łapie mnie za rękę. Zostałam brutalnie pociągnięta do góry , a chwilę później znalazłam się na rękach tej osoby. Próbowałam wydostać się z uchwytu jednak na marne...
~~~~~~
Słoneczne światło zaczęło drażnić moje oczy. Powoli zaczęłam otwierać swoje powieki. Zamiast obskurnego szpitala ujrzałam... no właśnie co to było?
Obudziłam się w ruinach jakiegoś budynku. Co ja tu robię!? Jak ja się tu znalazłam!? Nic nie pamiętam.
Wzrokiem zaczęłam "jeździć" dookoła budynku. Kiedy już myślałam że jestem tu sama , napotkałam swym wzrokiem bruneta , skulonego w kącie pomieszczenia. Przestraszyłam się. Nie wiedziałam czy to on mnie tu przyprowadził ,a nawet jeśli to czego chciał ode mnie. Postanowiłam ucieć stąd i wrócić do szpitala , nie miałam zielonego pojęcia gdzie on się znajduje. Mam słabą orientację w terenie , (tu znów nawiązuje do moich rodziców) nigdy nie brali mnie na jakiekolwiek wycieczki , nigdy.
Podniosłam swój obolały tyłek i udałam się w kierunku wyjścia.
- Czekaj. - powiedział chłopak ochrypłym głosem.
Przeraziłam się. Co prawda nie brzmiał na osobę dorosłą ale i tak się bałam.
- Gdzie masz zamiar iść? - zapytał.
Żołądek podchodził mi do gardła a serce zaczęło walić jak oszalałe. Jego wzrok utkwiony był w ścianie która była przed nim.
- Gdzie masz zamiar iść? - powtórzył pytanie , wciąż nie patrząc na mnie.
- Do...Do szpitala.
Tym razem swój wzrok utkwił na mnie. Poczułam się nie swojo. Miał piękne szmaragdowe oczy , w których mogłabym zatopić się na najbliższe godziny.
Przestań tak myśleć. Przecież on może cię zgwałcić , sprzedać lub zabić. Z takimi to nigdy nie wiadomo. No bo kto normalny zabiera cię bez twojej zgody z miejsca gdzie czujesz się bezpiecznie na jakieś pustkowie? No kto?
- Żartujesz sobie?
Nie mam pojęcia co to miało oznaczać.
- Nie , nie żartuję. Chcę wrócić do szpitala. - odpowiedziałam pewna siebie.
-Nie możesz tam iść , nie pozwolę na to.
Moja pewność siebie spadła. Co on właśnie powiedział? "Nie pozwoli na to"? Kim on niby jest żeby mi "nie pozwalać"!?
- Co proszę , chyba się przesłyszałam? - zapytałam.
- Nie. Powiedziałem że tam nie wrócisz.
- Kim ty niby jesteś żeby mi rozkazywać!?
- Jeszcze nikim.
"Jeszcze"? Koleś co ty pieprzysz!?
- Chcę żebyś była bezpieczna , więc tam nie wrócisz.
- Uważam że nie powinieneś mieszać się w nie swoje sprawy. A teraz wybacz ale muszę już iść. - powiedziałam , tym samym wychodząc z budynku.
- I co? Nawet nie wiesz w którą strone iść. Pamiętaj chciałem ci tylko pomóc. - zawołał za mną.
Jednak ja nie zważałam na to uwagi , chciałam po prostu znaleźć się przy mojej przyjaciółce. Być może już jej nie spotkam. A co wtedy?
Mimo tego że bałam się chłopaka którego spotkałam , w głębi serca chciałam żeby tu był , przy mnie , czułabym się raźniej. Nie był chyba jednym z walczących , przynajmniej tak nie wyglądał. Chyba był w moim wieku , no może trochę starszy. Ile ja bym dała żeby tu był...
_________________________________________________________________________
Taki jakiś krótki :/ miałam dodać za tydzień czy coś ale jutro wyjeżdżam i nie będzie mnie przez 2 tygodnie , więc dodaje dziś :) a właśnie mój TT : @meowmemor , jakby co ;)
pozdrawiam , Em :)
Czekam na kolejne. Jest świetny ;) Czekam na next xx
OdpowiedzUsuńhttp://mylifenoyourlife.blogspot.com/