Z moich wspomnień wyrwał mnie głośny płacz jednego z rannych , widać było że jest młodszy ode mnie , na oko miał z 17-18 lat ale zdarzało się że młodszych brano do wojska.
- Co się stało? - spytałam.
- Zastrzelili mojego brata. - wykrzyczał wciąż nie przestając płakać.
- Dlaczego...- powtarzał co chwilę , jego głos stopniowo się ściszał. Zauważyłam że on także został postrzelony w klatkę piersiową , czułam że zostało mu niewiele czasu i że nie da się go już uratować. Przytuliłam go , wiedząc że on teraz tego potrzebuje. Jego uścisk rozluźniał się coraz bardziej , oddech także zanikał , jednak ja wciąż ściskałam go jak najmocniej , aż zrozumiałam że umarł. Łzy uformowały się w kącikach moich oczu. Miał przed sobą całe życie. A co jakby teraz zginęła Ella? Co ja bym zrobiła?
"-Weź się w garść Vicky." - pomyślałam.
- Rebeka! Zabierz jego ciało na cmentarz! - wydałam polecenie jednej z wielu pielęgniarek. Dziewczyna zabrała zmarłego. Poczułam dziwne dreszcze na swoim ciele. Postanowiłam sprawdzić co robi moja siostra.
Szłam przez "poczekalnię" gdzie było mnóstwo chorych i rannych , gdy nagle usłyszałam głośny huk. Budynek szpitala zaczął sie walić. Nie wiedziałam co się dzieje. Czym prędzej chciałam pobiec do Elli , jednak potknęłam się i upadłam. Zaczęłam się czołgać w kierunku pomieszczenia gospodarczego , gdzie mieściły się wszelkie lekarstwa , których i tak zaczynało brakować. Gdy byłam przy drzwiach zauważyłam Emily leżącą na korytarzu pod drzwiami naszego pokoju. Chciałam jej pomóc , zabrać ją z tamtąd , uratować przed najgorszym. Gdy już miałam zamiar biec ktoś złapał mnie za ramię , tym samym wciągając do środka pomieszczenia. Kątem oka zauważyłam jak jakiś chłopak wziął ją na ręce i gdzieś zabrał. Bałam się o nią.
~Perspektywa Emily~
Po usłyszeniu huku od razu domyśliłam się że żołnierze z przeciwnego obozu postanowili zrobić atak na naszą małą siedzibę sanitarną. Dlaczego? Bo pomagaliśmy ludziom , na dodatek rannym? Bo uważaliśmy że mimo wszystko wojna nas nie poróżni i dalej będziemy tymi samymi ludźmi? Dlaczego niektórzy są aż tak bezduszni !? Parę razy, nie zważając na różne niebezpieczeństwa , pomogliśmy lekarzom i pielęgniarkom z przeciwnego obozu w opiece na rannymi i chorymi. Więc czemu oni nam to robili!?
Nie sądziłam że mogli by coś takiego zrobić.
Patrzyłam wokoło wzrokiem szukając Vicky lub El żadnej z nich nie widziałam. Przez głowę przechodziły mi przeróżne straszne myśli , kiedy nagle zostałam uderzona czymś w brzuch. Nie mam pojęcia co lub kto mnie uderzył ale to naprawdę bolało. Po chwili z bólem zsunęłam się na szpitalną podłogę. Znów widziałam wszystko jak przez mgłę. Czułam że zaraz zemdleję z bólu , tak wiem zdarza mi się to bardzo często , to wina moich rodziców (tak myślę) nie przystosowali mnie do życia w trudnych warunkach. Leżałam pod ścianą na wpół przytomna gdy poczułam jak czyjaś dłoń łapie mnie za rękę. Zostałam brutalnie pociągnięta do góry , a chwilę później znalazłam się na rękach tej osoby. Próbowałam wydostać się z uchwytu jednak na marne...
~~~~~~
Słoneczne światło zaczęło drażnić moje oczy. Powoli zaczęłam otwierać swoje powieki. Zamiast obskurnego szpitala ujrzałam... no właśnie co to było?
Obudziłam się w ruinach jakiegoś budynku. Co ja tu robię!? Jak ja się tu znalazłam!? Nic nie pamiętam.
Wzrokiem zaczęłam "jeździć" dookoła budynku. Kiedy już myślałam że jestem tu sama , napotkałam swym wzrokiem bruneta , skulonego w kącie pomieszczenia. Przestraszyłam się. Nie wiedziałam czy to on mnie tu przyprowadził ,a nawet jeśli to czego chciał ode mnie. Postanowiłam ucieć stąd i wrócić do szpitala , nie miałam zielonego pojęcia gdzie on się znajduje. Mam słabą orientację w terenie , (tu znów nawiązuje do moich rodziców) nigdy nie brali mnie na jakiekolwiek wycieczki , nigdy.
Podniosłam swój obolały tyłek i udałam się w kierunku wyjścia.
- Czekaj. - powiedział chłopak ochrypłym głosem.
Przeraziłam się. Co prawda nie brzmiał na osobę dorosłą ale i tak się bałam.
- Gdzie masz zamiar iść? - zapytał.
Żołądek podchodził mi do gardła a serce zaczęło walić jak oszalałe. Jego wzrok utkwiony był w ścianie która była przed nim.
- Gdzie masz zamiar iść? - powtórzył pytanie , wciąż nie patrząc na mnie.
- Do...Do szpitala.
Tym razem swój wzrok utkwił na mnie. Poczułam się nie swojo. Miał piękne szmaragdowe oczy , w których mogłabym zatopić się na najbliższe godziny.
Przestań tak myśleć. Przecież on może cię zgwałcić , sprzedać lub zabić. Z takimi to nigdy nie wiadomo. No bo kto normalny zabiera cię bez twojej zgody z miejsca gdzie czujesz się bezpiecznie na jakieś pustkowie? No kto?
- Żartujesz sobie?
Nie mam pojęcia co to miało oznaczać.
- Nie , nie żartuję. Chcę wrócić do szpitala. - odpowiedziałam pewna siebie.
-Nie możesz tam iść , nie pozwolę na to.
Moja pewność siebie spadła. Co on właśnie powiedział? "Nie pozwoli na to"? Kim on niby jest żeby mi "nie pozwalać"!?
- Co proszę , chyba się przesłyszałam? - zapytałam.
- Nie. Powiedziałem że tam nie wrócisz.
- Kim ty niby jesteś żeby mi rozkazywać!?
- Jeszcze nikim.
"Jeszcze"? Koleś co ty pieprzysz!?
- Chcę żebyś była bezpieczna , więc tam nie wrócisz.
- Uważam że nie powinieneś mieszać się w nie swoje sprawy. A teraz wybacz ale muszę już iść. - powiedziałam , tym samym wychodząc z budynku.
- I co? Nawet nie wiesz w którą strone iść. Pamiętaj chciałem ci tylko pomóc. - zawołał za mną.
Jednak ja nie zważałam na to uwagi , chciałam po prostu znaleźć się przy mojej przyjaciółce. Być może już jej nie spotkam. A co wtedy?
Mimo tego że bałam się chłopaka którego spotkałam , w głębi serca chciałam żeby tu był , przy mnie , czułabym się raźniej. Nie był chyba jednym z walczących , przynajmniej tak nie wyglądał. Chyba był w moim wieku , no może trochę starszy. Ile ja bym dała żeby tu był...
_________________________________________________________________________
Taki jakiś krótki :/ miałam dodać za tydzień czy coś ale jutro wyjeżdżam i nie będzie mnie przez 2 tygodnie , więc dodaje dziś :) a właśnie mój TT : @meowmemor , jakby co ;)
pozdrawiam , Em :)
środa, 31 lipca 2013
niedziela, 28 lipca 2013
Rozdział I
~~~~~~
Stałam tam jak gdyby nigdy nic. Patrzyłam jak tysiące ludzi ludzi umiera mi przed oczami. Chciałam pomóc im walczyć ale co mogła zrobić zwykła 19-letnia pielęgniarka? Nic. Mogłam tylko stać , patrzeć i czekać aż ranni zostaną przewiezieni do szpitala. Szczerze mówiąc praca w szpitalu była dla mnie katorgą , to nie tak że nie lubiłam pomagać , akurat to uwielbiałam robić.
Codziennie dla dodania sobie otuchy powtarzałam w myślach:
"Pamiętaj Emily , jesteś tu żeby pomagać rannym i chorym w potrzebie , to napewno nie będzie aż takie trudne , dasz sobie radę."
Jednak praca w szpitalu okazała się trudniejsza niż sądziłam...
"Widok tysiąca martwych żołnierzy potrafi być przytłaczający. Ich ciała leżą przed tobą.
i kiedy chcesz w tym momencie upaść i rozpaczliwie płakać , uświadamiasz sobie że reszta rannych oczekuje twojej pomocy. Wiesz że musisz być silna."
Nagle z moich rozmyśleń wyrwał mnie głos mojej przyjaciółki , gdyby jej tu nie było już dawno bym się załamała , wzięła pierwszy lepszy pistolet i strzeliła sobie w głowę , tym samym pozbawiając siebie życia...
- Emily! Słyszysz mnie!?
- Tak , coś się stało?
- Żartujesz sobie!? Ludzie umierają mi na rękach a ty sobie tutaj spokojnie stoisz!?
Na ogół byłam osobą spokojną ,nigdy na mnie nie krzyczała. Zresztą nie byłam do tego też przyzwyczajona. Jednak prawdą jest że wojna zmienia ludzi...
- Emily! Słuchasz mnie!?
- Tak. Słucham. - skłamałam oczywiście.
- Szybko , wchodź do środka , musisz mi pomóc!
Weszłyśmy do budynku. Istne piekło. Mnóstwo rannych. Krew była dosłownie wszędzie. Wszystko widziałam jakby przez mgłę , poczułam że robi mi się słabo. Powieki zdawały się ważyć kilogramy. Próbowałam walczyć z nimi aby się nie zamknęły , jednak przegrałam tę walkę i momentalnie poczułam jak nogi się pode mną uginają. Usłyszałam tylko krzyk Vicky i mdlejąc upadłam na zimną podłogę.
~~~~~~
Obudziłam się w moim pokoju , co prawda nie mogłam go nazwać "swoim" pokojem ponieważ dzieliłam go z Vicky i Ellą. Rozejrzałam się dookoła ale dziewczyn w pokoju nie było.
"Pewnie dalej reanimują rannych" - pomyślałam.
W pokoju dało się słyszeć ciche krzyki , jęki i płacz zza ścian. Dzięki Bogu nasz pokój był najcichszym miejscem w całym budynku. Nie jestem jakimś wielkim architektem by oceniać ściany w naszym pokoju ale z pewnością były one dźwiękoszczelne. Wstałam z łóżka , lekko otępiała po upadku. Chwiejnym krokiem udałam się w kierunku drzwi. Przez jakiś czas męczyłam się z klamką od drzwi , myślę że po prostu nie byłam do końca rozbudzona. W końcu je otworzyłam , tym samym wychodząc na korytarz. Było dziwnie spokojnie i tak jakoś cicho. Wiedziałam że coś za chwilę się wydarzy , ale tego co miało miejsce kilka minut później sobie nie wyobrażałam...
~Perspektywa Vicky~
Po tym jak Emily zemdlała zaniosłyśmy ją z El do naszego pokoju. Trochę się zdziwiłam gdy to się stało. Nigdy wcześniej taka sytuacja nie miała miejsca. Ale nie ma się czego dziwić , nie jest przyzwyczajona do takich widoków. Szczególnie biorąc pod uwagę że jesteśmy tu dopiero tydzień. Obraz który ujrzała zaraz po wejściu do budynku szpitalnego mógł ją po prostu przerazić. Pochodziła z "wyższych sfer". Jej rodzice byli bogaci. Zabraniali jej przyjaźni ze mną.
Nigdy ich nie lubiłam , podejrzewam że Emily także za nimi nie przpadała skoro postanowiła przyjechać tu ze mną ale to tylko moje podejrzenia. Mimo tysiąca ich przestróg , zakazów , nakazów i kar pozostałyśmy nierozłączne. To ja namówiłam ją do przyjazdu tutaj , w celu pomagania rannym. Uwielbiałyśmy to robić. Pomagać.
Od dziecka pragnęłam zostać pielęgniarką , Em także. Właśnie tak zaczęła się nasza przyjaźń , choć w sumie najmilsze nie było to jak się zachowywałyśmy w stosunku do siebie , ale miałyśmy po 6 lat. Pamiętam jakby to zdarzyło się wczoraj...
~~~~~~~
"Była lekcja wychowawcza , pani Smith postanowiła poświęcić tę lekcje aby porozmawiać na temat : Kto kim chciałby zostać w przyszłości.
Pierwsza odezwała się Abby - klasowy lizus.
- Myślę że chciałabym zostać nauczycielką języka polskiego , byłabym mądra i ładna tak jak pani. - swą przemowę zakończyła szerokim uśmiechem skierowanym wprost do nauczycielki. Później przyszła kolej na resztę dzieci. W końcu pani zapytała "klasową piękność" czyli Emily , kim chciałaby zostać w przyszłości. Em podniosła się ze swojego krzesła i z gracją stanęła koło swojej ławki.
-Myślę...Że chciałabym zostać...Pielęgniarką.- Odpowiedziała.
Zostałam tylko ja, czyli "klasowy wyrzutek". Bez zbędnego czekania na pytanie pani , podniosłam się na łokciach leniwie stając koło ławki swojej ławki.
Nauczycielka nie wyglądała na zadowoloną widząc że nadeszła moja kolej. Siedziała przy swoim biurku z wyraźnym grymasem na twarzy , wyglądała jakby miała zamiar powiedzieć: "co "TO" robi w mojej klasie!?". Zresztą nie dziwie jej się , kto chciałby uczyć najbiedniejsze dziecko w szkole? Według mnie nie brakowało mi niczego miałam dom , mamę , tatę , siostrę , ubrania , jedzenie , czego chcieć więcej? Jednak nauczycielki w naszej szkole uważały że jeśli nie chodzi się w "prześlicznych sukieneczkach" to ma się ciężkie życie. No ale wracając do szkoły...
- Więc słucham Victorio...
Przerwałam jej.
- Vicky.
Nie lubiłam gdy ktoś mówił na mnie Victoria , to takie zbyt poważne.
Nic nie odpowiedziała na moją uwagę. Przeszyła mnie tylko swym przerażającym wzrokiem i dalej kontynuowała pytanie.
- Więc kim chciałabyś zostać Vicky?
Wyraźnie zaakcentowała ostatnie słowo , po sali rozniosły się ciche śmiechy.
- Pielęgniarką. Uwielbiam pomagać ludziom.
W tym momencie z krzesła podniosła się Emily , już nie z taką gracją jak wcześniej.
- Ty krowo! - zaczęła krzyczeć.
Wszyscy bacznie obserwowali jej kolejny ruch w niezłym szoku , nawet pani Smith nie ruszyła się z miejsca , no bo przecież taka "gwiazda" nie robi jakichś wielkich kłótni...
- Nie nadajesz się na pielęgniarkę! Nie będzie cię nawet stać na studia! Tylko ja mogę być w tej klasie pielęgniarką!
Szczerze mówiąc , gdy sobie to teraz przypominam to wydaje mi się to być śmieszne i bezsensowne co ona mówiła. Za bardzo dramatyzowała , no w sumie ja też bo chwilę później rzuciłam się na nią i zaczęłyśmy się bić. Musiało to śmiesznie wyglądać. Dwie 6-latki bijące się na podłodze.
- Dosyć! Emily! Victoria! Do dyrektorki natychmiast! Może ona was czegoś nauczy! - skarciła nas pani Smith. Już miałyśmy wychodzić z klasy gdy nagle wycedziłam przez zęby:
- Vicky... Jestem Vicky...
i gwałtownie trzasnęłam drzwiami od klasy. Emily zaczęła się śmiać , po chwili dołączyłam do niej. Śmiałyśmy się przez dobre 1o minut. Przez całą drogę do pani dyrektor śmiałyśmy się , rozmawiałyśmy ze sobą i w końcu umówiłyśmy się na podwórko. Od tamtej pory jesteśmy nierozłączne..."
_________________________________________________________________________
Tak wiem , nie wyszło za dobrze ale mogę was pocieszyć w II rozdziale pojawi się Hazz ;)
Od razu mówię , odwiedzam wszystkie blogi jakie mi się zaproponuje.
Pozdrawiam Em :)
Stałam tam jak gdyby nigdy nic. Patrzyłam jak tysiące ludzi ludzi umiera mi przed oczami. Chciałam pomóc im walczyć ale co mogła zrobić zwykła 19-letnia pielęgniarka? Nic. Mogłam tylko stać , patrzeć i czekać aż ranni zostaną przewiezieni do szpitala. Szczerze mówiąc praca w szpitalu była dla mnie katorgą , to nie tak że nie lubiłam pomagać , akurat to uwielbiałam robić.
Codziennie dla dodania sobie otuchy powtarzałam w myślach:
"Pamiętaj Emily , jesteś tu żeby pomagać rannym i chorym w potrzebie , to napewno nie będzie aż takie trudne , dasz sobie radę."
Jednak praca w szpitalu okazała się trudniejsza niż sądziłam...
"Widok tysiąca martwych żołnierzy potrafi być przytłaczający. Ich ciała leżą przed tobą.
i kiedy chcesz w tym momencie upaść i rozpaczliwie płakać , uświadamiasz sobie że reszta rannych oczekuje twojej pomocy. Wiesz że musisz być silna."
Nagle z moich rozmyśleń wyrwał mnie głos mojej przyjaciółki , gdyby jej tu nie było już dawno bym się załamała , wzięła pierwszy lepszy pistolet i strzeliła sobie w głowę , tym samym pozbawiając siebie życia...
- Emily! Słyszysz mnie!?
- Tak , coś się stało?
- Żartujesz sobie!? Ludzie umierają mi na rękach a ty sobie tutaj spokojnie stoisz!?
Na ogół byłam osobą spokojną ,nigdy na mnie nie krzyczała. Zresztą nie byłam do tego też przyzwyczajona. Jednak prawdą jest że wojna zmienia ludzi...
- Emily! Słuchasz mnie!?
- Tak. Słucham. - skłamałam oczywiście.
- Szybko , wchodź do środka , musisz mi pomóc!
Weszłyśmy do budynku. Istne piekło. Mnóstwo rannych. Krew była dosłownie wszędzie. Wszystko widziałam jakby przez mgłę , poczułam że robi mi się słabo. Powieki zdawały się ważyć kilogramy. Próbowałam walczyć z nimi aby się nie zamknęły , jednak przegrałam tę walkę i momentalnie poczułam jak nogi się pode mną uginają. Usłyszałam tylko krzyk Vicky i mdlejąc upadłam na zimną podłogę.
~~~~~~
Obudziłam się w moim pokoju , co prawda nie mogłam go nazwać "swoim" pokojem ponieważ dzieliłam go z Vicky i Ellą. Rozejrzałam się dookoła ale dziewczyn w pokoju nie było.
"Pewnie dalej reanimują rannych" - pomyślałam.
W pokoju dało się słyszeć ciche krzyki , jęki i płacz zza ścian. Dzięki Bogu nasz pokój był najcichszym miejscem w całym budynku. Nie jestem jakimś wielkim architektem by oceniać ściany w naszym pokoju ale z pewnością były one dźwiękoszczelne. Wstałam z łóżka , lekko otępiała po upadku. Chwiejnym krokiem udałam się w kierunku drzwi. Przez jakiś czas męczyłam się z klamką od drzwi , myślę że po prostu nie byłam do końca rozbudzona. W końcu je otworzyłam , tym samym wychodząc na korytarz. Było dziwnie spokojnie i tak jakoś cicho. Wiedziałam że coś za chwilę się wydarzy , ale tego co miało miejsce kilka minut później sobie nie wyobrażałam...
~Perspektywa Vicky~
Po tym jak Emily zemdlała zaniosłyśmy ją z El do naszego pokoju. Trochę się zdziwiłam gdy to się stało. Nigdy wcześniej taka sytuacja nie miała miejsca. Ale nie ma się czego dziwić , nie jest przyzwyczajona do takich widoków. Szczególnie biorąc pod uwagę że jesteśmy tu dopiero tydzień. Obraz który ujrzała zaraz po wejściu do budynku szpitalnego mógł ją po prostu przerazić. Pochodziła z "wyższych sfer". Jej rodzice byli bogaci. Zabraniali jej przyjaźni ze mną.
Nigdy ich nie lubiłam , podejrzewam że Emily także za nimi nie przpadała skoro postanowiła przyjechać tu ze mną ale to tylko moje podejrzenia. Mimo tysiąca ich przestróg , zakazów , nakazów i kar pozostałyśmy nierozłączne. To ja namówiłam ją do przyjazdu tutaj , w celu pomagania rannym. Uwielbiałyśmy to robić. Pomagać.
Od dziecka pragnęłam zostać pielęgniarką , Em także. Właśnie tak zaczęła się nasza przyjaźń , choć w sumie najmilsze nie było to jak się zachowywałyśmy w stosunku do siebie , ale miałyśmy po 6 lat. Pamiętam jakby to zdarzyło się wczoraj...
~~~~~~~
"Była lekcja wychowawcza , pani Smith postanowiła poświęcić tę lekcje aby porozmawiać na temat : Kto kim chciałby zostać w przyszłości.
Pierwsza odezwała się Abby - klasowy lizus.
- Myślę że chciałabym zostać nauczycielką języka polskiego , byłabym mądra i ładna tak jak pani. - swą przemowę zakończyła szerokim uśmiechem skierowanym wprost do nauczycielki. Później przyszła kolej na resztę dzieci. W końcu pani zapytała "klasową piękność" czyli Emily , kim chciałaby zostać w przyszłości. Em podniosła się ze swojego krzesła i z gracją stanęła koło swojej ławki.
-Myślę...Że chciałabym zostać...Pielęgniarką.- Odpowiedziała.
Zostałam tylko ja, czyli "klasowy wyrzutek". Bez zbędnego czekania na pytanie pani , podniosłam się na łokciach leniwie stając koło ławki swojej ławki.
Nauczycielka nie wyglądała na zadowoloną widząc że nadeszła moja kolej. Siedziała przy swoim biurku z wyraźnym grymasem na twarzy , wyglądała jakby miała zamiar powiedzieć: "co "TO" robi w mojej klasie!?". Zresztą nie dziwie jej się , kto chciałby uczyć najbiedniejsze dziecko w szkole? Według mnie nie brakowało mi niczego miałam dom , mamę , tatę , siostrę , ubrania , jedzenie , czego chcieć więcej? Jednak nauczycielki w naszej szkole uważały że jeśli nie chodzi się w "prześlicznych sukieneczkach" to ma się ciężkie życie. No ale wracając do szkoły...
- Więc słucham Victorio...
Przerwałam jej.
- Vicky.
Nie lubiłam gdy ktoś mówił na mnie Victoria , to takie zbyt poważne.
Nic nie odpowiedziała na moją uwagę. Przeszyła mnie tylko swym przerażającym wzrokiem i dalej kontynuowała pytanie.
- Więc kim chciałabyś zostać Vicky?
Wyraźnie zaakcentowała ostatnie słowo , po sali rozniosły się ciche śmiechy.
- Pielęgniarką. Uwielbiam pomagać ludziom.
W tym momencie z krzesła podniosła się Emily , już nie z taką gracją jak wcześniej.
- Ty krowo! - zaczęła krzyczeć.
Wszyscy bacznie obserwowali jej kolejny ruch w niezłym szoku , nawet pani Smith nie ruszyła się z miejsca , no bo przecież taka "gwiazda" nie robi jakichś wielkich kłótni...
- Nie nadajesz się na pielęgniarkę! Nie będzie cię nawet stać na studia! Tylko ja mogę być w tej klasie pielęgniarką!
Szczerze mówiąc , gdy sobie to teraz przypominam to wydaje mi się to być śmieszne i bezsensowne co ona mówiła. Za bardzo dramatyzowała , no w sumie ja też bo chwilę później rzuciłam się na nią i zaczęłyśmy się bić. Musiało to śmiesznie wyglądać. Dwie 6-latki bijące się na podłodze.
- Dosyć! Emily! Victoria! Do dyrektorki natychmiast! Może ona was czegoś nauczy! - skarciła nas pani Smith. Już miałyśmy wychodzić z klasy gdy nagle wycedziłam przez zęby:
- Vicky... Jestem Vicky...
i gwałtownie trzasnęłam drzwiami od klasy. Emily zaczęła się śmiać , po chwili dołączyłam do niej. Śmiałyśmy się przez dobre 1o minut. Przez całą drogę do pani dyrektor śmiałyśmy się , rozmawiałyśmy ze sobą i w końcu umówiłyśmy się na podwórko. Od tamtej pory jesteśmy nierozłączne..."
_________________________________________________________________________
Tak wiem , nie wyszło za dobrze ale mogę was pocieszyć w II rozdziale pojawi się Hazz ;)
Od razu mówię , odwiedzam wszystkie blogi jakie mi się zaproponuje.
Pozdrawiam Em :)
sobota, 27 lipca 2013
Prolog
"Zupełnie inaczej jest, jeżeli masz kogoś, kto cię kocha. To ci daje setkę powodów, aby żyć. Ja ich nie mam."
Londyn , 19 czerwca 2012, godzina 08:27
Cały noc nie spałam. Próbowałam. Jednak moje próby poszły na marne , byłam zbyt podekscytowana faktem że dokładnie za 23 minuty mam ucieć z domu. Teraz pozostaje mi tylko czekać na Vicky. Moi rodzice poszli do pracy , więc wszystko powinno pójść zgodnie z planem. Wciąż nie mogę zrozumieć ich toku myślenia. Jesteśmy cholernie bogaci , mamy dom z basenem , 3 auta , poszanowanie wśród reszty mieszkańców miasta , 14 milionów na koncie w banku. Po co oni w ogóle chodzą do tej pracy!? W tym momencie nawet ja zastanawiam się po jaką cholerę uciekam z domu? No właśnie...
Tysiące ludzi oddałoby wszystko aby móc być na moim miejscu , a ja chciałabym być na miejscu innych. Nie cierpię takiego życia. Ale wracając do tematu ucieczki , być może to mój ostatni wpis , nie wiem. Razem z Vic uciekamy do Afganistanu. Co prawda nie bedzie to 100% ucieczka bo jedziemy tam pomagać rannym i chorym. Zawsze uwielbiałyśmy to robić.
Zamknęłam pamiętnik , odłożyłam go pod poduszkę , spoglądnęłam na mój telefon , na wyświetlaczu pojawił się napis "nowa wiadomość" ' od razu ją odczytałam.
"Jestem przed twoim domem , schodź już. Vicky xx."
Po moim poliku spłynęła pojedyncza łza , rozejrzałam się ostatni raz po moim już byłym pokoju. Otarłam łzę , która zdawała się ciągnąć bez końca , po czym podniosłam swoją torbę i wyszłam z domu prosto do samochodu mojej przyjaciółki.
___________________________________________________________________________________
Nie jestem mistrzem w pisaniu prologów ale obiecuję następne rozdziały będą ciekawsze i dłuższe ;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)



